Poświąteczne rozważania – felieton

Za każdym razem, przed każdymi świętami w Internecie i innych mediach maści wszelakiej huczy na temat świątecznego obżarstwa. Wszędzie roi się od porad, jak nie przytyć w Święta, jakie magiczne sposoby stosować, reklam na zaparcia/rozwolnienie/zgagę/”uczucie ciężkości” (niepotrzebne skreślić). Strony i blogi są zawalone przepisami na „fit” pierniczki, serniczki, panierki i inne wynalazki. Po Świętach za to mamy ciąg dalszy reklam na zaparcia/rozwolnienie/zgagę/”uczucie ciężkości” (niepotrzebne skreślić), a na stronach i blogach pojawią się porady, jak „zrzucić” nabrane przy świątecznym stole kilogramy.

Powiem Wam, jak to wygląda z mojej strony i dam jedną, jedyną złotą radę: przy tym wszystkim, z jedzeniem włącznie należy zastosować jeden prosty trik 😉 A mianowicie używać rozsądku 🙂 Nigdy, po żadnych świętach nie mam problemu z wagą z bardzo prostej przyczyny – nie przejadam się. Zjadam tyle, żeby zaspokoić głód, a gdy już po prostu nie mogę, nie wciskam na siłę, bo muszę, bo święta. W Wigilię zawsze, absolutnie zawsze kosztuję (! – słowo klucz) wszystkich 12 tradycyjnych potraw, ale nigdy nie obżeram się pod przysłowiowy korek. Oczywistym jest, że podczas rodzinnego biesiadowania zjada się trochę więcej, niż zwykle, jednak jeśli robi się to z głową ani karpik, ani kutia w ciągu tych 3 dni w cztery litery nie pójdą. Dlaczego więc waga czasem idzie nieznacznie w górę? Ano dlatego, że co się zjadło, to jakoś trzeba wydalić. A że zjadło się więcej, to i produkty przemiany materii są cięższe 🙂 W Święta zjadamy też więcej węglowodanów, które w dużych ilościach powodują zatrzymywanie się wody w organizmie. Woda swoje też waży. Zanim więc w panice pobiegniecie do sklepu i zupełnie niepotrzebnie wydacie pieniądze na reklamowane specyfiki na zaparcia/rozwolnienie/zgagę/”uczucie ciężkości” (niepotrzebne skreślić), zwyczajnie wróćcie do racjonalnej diety. Jeśli faktycznie przesadziliście z jedzeniem i piciem, szczególnie procentów, to polecam zastosowanie diety łatwostrawnej (może być z ograniczeniem tłuszczu, acz nie musi). Warto też ruszyć się, choćby na spacer, a sami zobaczycie, jak szybko wszystko wróci do normy 🙂 Bez paniki więc, Kochani 🙂

PS. Mówimy tutaj o 3 dniach Świąt Bożego Narodzenia, lub 2 dniach biesiadowania wielkanocnego. Jeśli jednak Wasze “święta” trwają od 23.12 do 3 Króli i w tym czasie objadacie się bez umiaru, a jedyną aktywnością fizyczną jest trening kciuka na pilocie do telewizora, nie ma siły… tłuszczyk się pojawi 😉

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *