Zdrowe jedzenie – na co nie dać się nabrać

Ostatnio ze wszystkich stron jesteśmy bombardowani określeniami „zdrowa żywność”, „żywność ekologiczna”, „eko”, „bio”, „zdrowa dieta”. Ba! Pojawił się nawet nośny termin „trener żywieniowy” – cokolwiek on oznacza ( w sumie widziałam również coś, co nosi dumną nazwę „skin coacha”, więc już nic nie powinno mnie zdziwić)… Z półek sklepowych machają do nas bajecznie kolorowe opakowania „zdrowych” produktów. Niby fajnie i powinniśmy się wszyscy cieszyć, że na rynku mamy tyle zdrowego jedzenia. Dlaczego więc szlag jasny mnie trafia na widok różnych reklam? Otóż dlatego, moi Kochani, że w większości przypadków jest to zwyczajna ściema. Producentom żywności zależy wyłącznie na wynikach finansowych, a że nastała moda na bycie zdrowym i fit, to te hasła stały się żyłą złota.

Na jakie produkty więc uważać, żeby pod przykrywką wielkiego napisu na opakowaniu „FIT” czy „ZDROWE”  nie dać się zrobić trąbę? Oto krótka lista:

– jogurty owocowe / activie / „mleczne” dania gotowe / danonki – za to ostatnie najchętniej urwałabym producentowi głowę gdzieś przy końcu kręgosłupa. Reklamowane jako świetne źródła wapnia, białka i w ogóle dające magiczne moce. Jakoś jednak nikt nie wspomni o kosmicznej ilości cukru. Najczystszego, białego cukru. Naprawdę, rosnąca ilość pulchniutkich dzieciaczków, mających już od najmłodszych lat problemy z insulinoopornością lub wręcz cukrzycą, nie wzięła się  kosmosu. Gotowe jogurty owocowe to kolejna kopalnia cukru – to dlatego często „odchudzanie nie działa”. Te produkty NIE są ZDROWE. One koło zdrowia nawet nie stały.

– soczki dla dzieci / pulpy owocowe – ostatnio widziałam takie w tubce. Wow. Szkoda, że znów jest to sam cukier.

– gotowe muesli – wysokooczyszczone, ekspandowane, słodzone syropem glukozowo-fruktozowym „płatki śniadaniowe” to kolejne cudo udające zdrową żywność. Poza walorami smakowymi nie niosą one żadnej konkretnej wartości, poza znów… kosmiczną ilością cukru. To dlatego po takim śniadanku jesteśmy bardzo szybko głodni i w dwie godziny po zaliczmy „totalny zjazd”.  To, że na opakowaniu wielkimi literami napisano, że to najlepsze śniadanie, to bujda. Zdecydowanie lepiej zrobić sobie zwykłą owsiankę i zjeść ją z NATURALNYM jogurtem i/lub owocami

– wysokoprzetworzone „pieczywo” – pieczywo chrupkie, białe pieczywo pszenne (choć w niektórych jednostkach chorobowych zalecane), wafle ryżowe. Stopnień przeworzenia i wyjałowienia tych produktów jest naprawdę bardzo wysoki i wychodzi na to, że znów opychamy się cukrem. W przypadku „chlebów  ciemnych” możemy sobie zafundować dodatkową dawkę cukru w postaci karmelu, którym takie pieczywo jest barwione.

–  batoniki fit – pojawiło się ich ostatnio mnóstwo. Nie wszystkie to zło wcielone, gdyż są takie, które składowo są „czyste”. Jednak w przypadku tych z suszonych owoców do głosu dochodzi niestety również fakt konserwowania ich za pomocą  siarczanów/siarczynów. Niby to „dawka czyni truciznę”, jednak wychodzę z założenia, że lepiej temu naszemu organizmowi nie dokładać szkodliwych substancji. Można sobie kupić niesiarkowane suszone owoce i zrobić taki batonik/ciastko w domu (przykładowy przepis tutaj). Siarczany często są ukryte pod niepozornym symbolem E200 lub niezwykle ciekawą, lecz rzadką nazwą bezwodnik kwasu siarkawego. Bardzo apetycznie, nieprawdaż?

– niesezonowe owoce i warzywa – ilość konserwantów, wosków i innych specyfików chemicznych stosowanych do ich zakonserwowania jest ogromna. Ja wiem, że w środku zimy człowiek marzy o pomidorku, jednak te pędzone na wacie z pomidorem maja niewiele wspólnego. Zimą lepiej kupować warzywa mrożone i warzywa okopowe. Zimą również jest sezon na cytrusy – należy tylko pamiętać o dokładnym ich myciu przed obraniem.

– wędliny / konserwy / większość parówek / inne przetwory mięsne i rybne (ryba to nie mięso?) – w tych produktach poza konserwantami (o nich poczytacie tutaj) mamy całą listę wypełniaczy, a soja to jeden przyjemniejszych z nich. O MOM, czyli mięsie oddzielanym mechanicznie – parówki, pasty mięsne, nuggetsy, paszteciki i pasztetowe – nawet nie wspomnę. Dla tych nieświadomych – jest to zwierz zmielony praktycznie w całości. Z dziobami, pazurami, kopytami jak leci. Na zdrowie. Aha… i to że producent serwuje takiego np. nuggetsa z sałatą nie zmienia magicznie tego świństwa w pożywny i zdrowy posiłek. Naprawdę o niebo lepiej kupić sobie kawałek dobrego mięsa i przygotować taką wędlinę czy inne skrzydełka Kentucky samemu .

Podsumowując – zdrowe jedzenie to takie, które nie zawiera w sobie ton cukru, jest jak najmniej przetworzone a z jego składu nie da się stworzyć powieści (kryminalnej). Są to produkty naturalne,  sezonowe, najlepiej pochodzące z ekologicznych upraw, które są objęte restrykcjami jak chodzi o stosowanie nawozów sztucznych czy też środków ochrony roślin. Dobre mięso to takie, które nie jest napompowane glazurą i antybiotykami, a w przypadku mrożonek data zamrożenia nie przypada na okrąglutki rok wstecz (sytuacja autentyczna z biedrony). Nawet nie chcę sobie wyobrażać, jakie zakątki świata taki produkt zwiedził i ile razy w międzyczasie nie był przechowywany w należytej temperaturze (lub wręcz rozmrożony). Pomijając już fakt, że okres przechowywania mięsa mrożonego w odpowiednich dla niego warunkach wynosi 3 miesiące.

To wszystko da się znaleźć, należy tylko wiedzieć czego, jak i gdzie szukać. Nie należy za to ślepo wierzyć reklamom, szczególnie, że produkty oznaczone magicznym „ZDROWE” najczęściej są przy okazji odpowiednio droższe. Czytamy etykiety! Należy być świadomym tego, co się spożywa i starać się wpoić tą świadomość dzieciom. Wiem, że coś, co jest bajecznie kolorowe kusi, ale to tak jak z niektórymi zwierzątkami – im bardziej pstrokate, tym bardziej jadowite 🙂

 

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *